Wykańczanie gospodarki

Strona główna » Wykańczanie gospodarki

Kolejne restrykcje wykańczają gospodarkę. Co gorsza, cierpią głównie polskie firmy. W Polsce jest wiele firmy technologicznych z obcym kapitałem. Jednakże ich pracownicy mogą pracować zdalnie. Jest też dużo zagranicznych firm w potężnych strefach ekonomicznych. W każdej z nich pracują setki czy tysiące ludzi. Można twierdzić, że pracują w ogromnych halach, w których można pracę zorganizować w taki sposób, aby ludzie pracowali w pewnej odległości od siebie.

OK, zgoda. Problem polega na tym, że każda zmiana - a więc setki ludzi - zaczynają i kończą pracę o tej samej porze. Wiem, bo często przejeżdżam koło Amazona, w godzinach zmian, kiedy to okolicę korkują wyjeżdżające i przyjeżdżające tam samochody i autobusy. Kiedyś stojąc a przejściu dla pieszych, naliczyłam ponad 20 autobusów, zanim zatrzymał się taki, który mnie przepuścił. Bo to nie były wszystkie.

Co więcej, autobusy te rozwożą pracowników po różnych miejscowościach, więc wystąpienie wirusa w zakładzie pracy spowoduje rozproszenie chorych po całym województwie. Ale rząd nie zamknie takich zakładów, ponieważ wie, że ich właściciele walczyliby przed sądami międzynarodowymi o odszkodowania, a biorąc pod uwagę wady naszego prawodawstwa, nie mieliby problemu z wywalczeniem. Tym bardziej, że stać ich na dobrych prawników.

A co mają poradzić małe, polskie firmy? Rząd proponuje "korzystne" pożyczki na przeczekanie... Szkoda gadać.

Proponuję, dokonując zakupów, wspomagać firmy krajowe, bo jeśli one padną, wiele osób straci pracę, a tak czy inaczej odbije się to na wszystkich. Wciąż mamy w kraju wielu producentów i wielu sprzedawców, praktycznie w każdej branży. Są producenci odzieży, żywności, armatury sanitarnej, przedmiotów z plastiku, szkła, metalu, itd. Jest niejeden producent drzwi przeciwpożarowych, maseczek, sadzonek, płotów, farb, okularów. Pamiętajmy o tym nie tylko przy okazji "akcji" z chryzantemami i zniczami.

PS. Jakież optymistyczne były przewidywania epidemiologów, o których pisałam w poprzednim wpisie, że epidemia potrwa do połowy czerwca... Chyba lepiej nic nie przewidywać.