Remont łazienki

Strona główna » Remont łazienki

Rodzice poprosili mnie, żebym im znalazła ekipę, bo chcieliby wyremontować łazienkę. No i się zaczęło. Zajrzeliśmy do środka z moim dzieckiem, które lubi majsterkować i remontować i prychnęliśmy, że jaka ekipa? Na ekipę trzeba czekać kilka miesięcy, a łazienka to tak naprawdę łazieneczka. Przecież damy radę sami. Od tego czasu minął miesiąc i już stwierdzam, że chyba mało kto potrafi tak pięknie się wpakować na minę jak ja.

Bo rodzice oczywiście przyjęli naszą propozycję i bacznie się przyglądają, choć obstawiam, że wieczorami mają z nas niezły ubaw. To, co zrobiliśmy przez ten czas, to wyrzucenie całej zawartości, obskrobanie ścian (bo to jest rezerwowa łazienka, która była jeszcze pomalowana farbą olejną), przerobiliśmy elektrykę i zorganizowaliśmy hydraulików, bo obawialiśmy się zalania. Hydraulicy przerobili instalację, ale tak przeorali ściany, że cały dzień bawiliśmy się z łataniem dziur. Nawet tynk w sąsiednim pokoju odpadł... Dziecię stwierdziło, że mogliśmy jednak robić sami.

Teraz kombinujemy, bo mamy położyć kafle. Tymczasem okazało się, że ściany są nie tylko krzywe, pofalowane, ale także, że tam gdzie ma być kabina nie ma kąta prostego. A zatem jak to było w "Alternatywach" - będziemy prostować ścianę. Na szczęście w tak dużym zakresie, tylko jedną. Najchętniej położylibyśmy tam płyty kartonowo - gipsowe, ale przyszłą zawartość mamy skalkulowaną co do centymetra (bo jak już wspomniałam to mała łazienka) i po prostu tych centymetrów na płytę mi szkoda, bo mogłoby się później coś nie zmieścić. Ech.

Pozostanie nam jeszcze kwestia podłogi. Pytanie brzmi: kuć czy nie kuć? Otóż, w całym mieszkaniu podłoga jest na jednym poziomie. Nie ma żadnych progów. Wyjątkiem jest ta łazienka, która jest wyżej, gdyż jest na niej wylane coś co przypomina lastryko. Zasadniczo jest bardzo gładkie, więc fajnie by się na tym kładło kafle, tylko że i tak jest wyżej, a będzie jeszcze wyżej. Padła więc propozycja, żeby zamówić cięcie posadzek i usunąć tę warstwę, co wyrównałoby poziomy lub prawie wyrównało. Tylko tyle, że po pierwsze to kolejna demolka i kolejna praca, a my już się łapiemy za głowy w co się wpakowaliśmy. A po drugie: nie wiadomo co jest pod spodem.

Nigdy bym nie przypuszczała, że tak małe pomieszczenie potrafi wygenerować tyle pracy... i kurzu. Serio, coś niesamowitego. No i taką mamy "siłownię" popołudniami.